Awaria Google

Spokojnie, to tylko awaria…

Dziś w nocy, kiedy całe polskie środowisko SEO odpoczywało po kolejnym poniedziałku ciężkiej pracy, sieć wręcz rozpaliła się do czerwoności. Takich ruchów w wynikach wyszukiwania nie było już od dawna! Czy to zapowiedź kolejnej aktualizacji od Google?

Nikt chyba nie lubi obudzić się, zajrzeć w SERPy i zobaczyć, że przez kilka godzin wysiłek kilkunastu miesięcy, a czasem i kilku lat pracy nad pozycjonowaniem strony, obrócił się ot tak, bez żadnego ostrzeżenia ze strony Google, w tzw.“perzynę”. Przez ostatnie dwa lata Google zwykło oficjalnie powiadamiać o wdrożeniu kolejnych dużych aktualizacji. Często były one poprzedzone wcześniejszymi zawirowaniami w wynikach wyszukiwania, co zwykle pozwalało specjalistom SEO przewidzieć, że zbliża się kolejny update. Podobna sytuacja miała miejsce w weekend, kiedy w świecie SEO na twitterze zaczęły pojawiać się tu i ówdzie spekulacje, że Google szykuje coś dużego w najbliższe dni. I jeszcze kilka godzin temu wyglądało na to, że podejrzenia te mogły być uzasadnione.

Prawie jak Pingwin

Wielu specjalistów SEO zaczęło raportować w sieci znaczny spadek pozycji i ruchu na stronach różnych branż z całego świata. Ale dopiero to, co zaczęło dziać się w wynikach wyszukiwania w poniedziałek w nocy czasu polskiego, spotęgowało chaos w komentarzach. Wszystko wskazywało na to, że rozpoczęła się kolejna, bardzo duża i bardzo bolesna aktualizacja, porównywana przez niektórych nawet do armageddonu, jakim było wprowadzenie Pingwina. Inni zauważyli jednak, że wyniki wyszukiwania proponowane przez Google przestały być adekwatne do zapytania użytkownika. Przykładowo, strony firmowe nagle uzyskały wysokie pozycje na frazy lokalne niezgodne z obszarem ich działalności, o czym można przeczytać m.in. we wpisie na Search Engine Journal.

Bez paniki – to tylko awaria

Można powiedzieć, że w całą tę sytuację John Muller wjechał niczym rycerz na białym koniu. W krótkim wpisie uspokoił całe środowisko SEO, dementując plotki o aktualizacji algorytmu i zaznaczając, że ruch w wynikach wyszukiwania jest wynikiem błędu ze strony Google, który został już naprawiony. 

Niestety do tej pory nie pojawił się jeszcze żaden oficjalny komunikat Google, co było przyczyną usterki, która tak mocno wpłynęła na SERPy. Sytuacja w U.S.A. już się uspokoiła, gdyż nawet SEMRush Sensor nie zdążył wyłapać fluktuacji w wynikach wyszukiwania, z kolei w Europie wskaźnik ten dla krajów nieanglojęzycznych (Niemcy, Hiszpania, Włochy) wciąż wskazuje wysoką zmienność wyników. Pozostaje więc czekać, aż wszystko wróci do normy.

Oczywiście, do czasu kolejnej, tym razem już prawdziwej, aktualizacji algorytmu Google.